Хмельницький портал

Можливість знати більше.

У Проскурові народився Святослав Федоров (1927-2000) - видатний лікар-офтальмолог, який створив науково-технічний комплекс "Мікрохірургія ока".

вт.24102017

Оновлено:11:50:58 PM

Ви не авторизовані.Зареєструватись ?

Back Ви тут: Головна Про місто Інформація Проскурів в літературі Powroty. Rozdzial z ksiagi Wspomnienia zza Buga ~ 1921-1945

Історія

Powroty. Rozdzial z ksiagi Wspomnienia zza Buga ~ 1921-1945

Miasto Ploskirow nie moglo zostac przy starej nazwie, bo Polakow tu nie ma. Kamieniec Podolski na razie istnieje, moze dlatego, ze stoi na litej skale. Jest tam jeszcze wysoki turecki minaret na szczycie ktorego Ploskirow umiescili figure Matki Boskiej. Sa jeszcze ruiny baszt, o ktorych tak pieknie pisal Henryk Sienkiewicz. Gdy tak dumalam pod postacia Chmielnickiego nadjechali moi krewni. Az dziw, ze ocaleli...

Miasto Ploskirow nie moglo zostac przy starej nazwie, bo Polakow tu nie ma. Kamieniec Podolski na razie istnieje, moze dlatego, ze stoi na litej skale. Jest tam jeszcze wysoki turecki minaret na szczycie ktoregoPloskirow umiescili figure Matki Boskiej. Sa jeszcze ruiny baszt, o ktorych tak pieknie pisal Henryk Sienkiewicz. Gdy tak dumalam pod postacia Chmielnickiego nadjechali moi krewni. Az dziw, ze ocaleli...

Kim jestem? Polka, ur. 1921 r., zyjaca do 1945 r. na terenie ZSRR. Przezylam glod, czystki, zeslania, II wojne i PRL.

Teraz chce o tym opowiedziec, bo pamiec jest najwazniejsza.
Elektroniczna wersje pamietnika prowadzi moj wnuk. Wszystkie zapiski pamietnika zrobione zostaly recznie, w szkolnych zeszytach. On je przepisuje.

W roku 1975 zostalam zaproszona przez daleka krewna do Chmielnicka czyli dawnego Ploskirowa. Mojej rodzinnej wioski juz nie zastalam. Ocalala tylko stacja kolejowa o tej nazwie. Mlodzi juz nie wiedza, ze byla tu kiedys polska wies, byly ukwiecone laki, byl staw w ktorym roilo sie od ryb. Nie bylo rowniez lisciastego lasu z wiekowymi debami i bukami.

Zaproszenie otrzymalam wczesna wiosna, ale przyjechalam pod koniec czerwca. Pragnelam zobaczyc dojrzewajace sady wisniowe, dawniej cale czerwone od obfitosci owocow oraz skosztowac soczystych papierowek. Kiedys rosly one przy kazdej chacie. Jeszcze nawet nie zajechalam na miejsce a juz domyslilam sie, ze ich tam nie bedzie. Bedac w Kijowie na bazarze bylam zaszokowana wysokimi cenami na owoce watpliwej jakosci. W sklepach panstwowych owocow w ogole nie dostrzeglam.

Kiedy dotarlam na miejsce, i wysiadlam z pociagu przerazilam sie. Dokad ja przyjechalam i czego tu szukam? Poczulam nieodparta chec natychmiastowego powrotu. Zawsze razil mnie nieporzadek, brudne i zaniedbane polskie ulice, ale to co tutaj zobaczylam nie dalo sie w ogole opisac.

Pamietam moje miasteczko z lat dzieciecych. Czy bylo bardzo piekne? Nie wiem, moze to tylko moje oczy dziecka widzialy go ladnym i przyjaznym bo i zycie bylo przyjemne i dostatnie. Teraz poczulam sie obco. Na placu przed dworcem powital mnie duzy pomnik Bogdana Chmielnickiego. To chyba jest dobre miejsce dla niego i on tutaj sie czuje doskonale. Przeciez to tutaj walczyl on przeciw Wisniowieckiemu, a Kozactwo i awanturnicy byli jego sojusznikami.

Miasto Ploskirow nie moglo zostac przy starej nazwie, bo Polakow tu nie ma. Kamieniec Podolski na razie istnieje, moze dlatego, ze stoi na litej skale. Jest tam jeszcze wysoki turecki minaret na szczycie ktorego Polacy umiescili figure Matki Boskiej. Sa jeszcze ruiny baszt, o ktorych tak pieknie pisal Henryk Sienkiewicz. Gdy tak dumalam pod postacia Chmielnickiego nadjechali moi krewni. Az dziw, ze ocaleli.

Rodzinnej wioski nie poznalam, zamiast bialych chat w wisniowych sadach zobaczylam betonowe miasto bez zieleni, zimne, niegoscinne i obce. Ale o dziwo moja chata stoi taka jak dawniej. Zab czasu jej nie wyszczerbil. Mieszkaja w niej dwie rosyjskie rodziny. Nie ma jedynie zabudowan gospodarskich. Stodole rozebralysmy z babcia jeszcze w 1933 roku. Reszty dokonal czas i ludzie. Ulica nadal nazywa sie Wisniowa, chociaz nie zauwazylam na niej ani jednego drzewka owocowego.

Juz w pierwszym dniu dowiedzialam sie od odkryciu ogromnej zbiorowej mogily. Podczas burzenia starych budynkow w piwnicach dawnego NKWD odkopano cmentarzysko. Jak to sie moglo stac, ze cala okoliczna ludnosc ogladala ten zbiorowy grob. Piwnice w ktorych od roku 1937 lezaly zwloki pomordowanych byly szczelnie zabetonowane i pokryte smola. Bez dostepu powietrza ludzkie ciala jeszcze nie byly rozlozone.

Kiedy buldozer usunal pietro i zburzyl piwnice robotnicy ujrzeli stosy cial. Bezmiar zbrodni odsloniety zostal w calej swojej grozie. Sluzby bezpieczenstwa nie byly na to przygotowane i juz nie byly w stanie ukryc tego przed ludzmi. Cale miasteczko zbieglo sie, by zobaczyc ta wielka mogile. Niektorzy probowali szukac bliskich. Po bialej kaszmirowej chuscie, rozpoznano znana przodownice pracy, ktora w roku 1936 lub 1937 zostala odznaczona Zlota Gwiazda za zaslugi. Po odbior medalu jezdzila osobiscie, az do Moskwy. Coz z tego, ostatecznie znalazla sie miedzy swoimi usmiercona strzalem w tyl glowy.

Aby opanowac sytuacje milicja zamknela ulice, a ludzi rozpedzala palkami i gazem lzawiacym. Duszacy zapach gazu i odrazajace wyziewy rozkladajacych sie cial mieszaly sie ze soba. Milicja dopiero pod oslona nocy wywiozla zwloki w pole za miasto. W tym miejscu gdzie znajdowala sie zbiorowa mogila wybudowano duzy sklep „Uniwermag”. Bylam w tym sklepie, cos kupowalam, ale w pamieci ciagle mialam wspomnienie wymordowanych ludzi.

W goscinie bylam bardzo krotko. Wracalam do Polski z zalem i uczuciem wielkiej krzywdy nie tylko w odniesieniu do siebie, ale do calej spolecznosci polskiej, ktora juz przestala istniec.

Podobno kazdy narod po wojnach, kleskach zywiolowych czy kataklizmach odradza sie i zaczyna zyc od nowa. Ale tamtejsi Polacy juz nigdy sie nie odbuduja. Nie ma dla nich miejsca na tamtej ziemi. Moze w Kazachstanie, na Syberii czy w Azji Srodkowej zyja Polacy, ale oni wola wyrzec sie swej narodowosci i wiary katolickiej. Zbyt wiele wycierpieli za polskosc i za religie.

Tak sie zlozylo, ze po roku odwiedzilam stryjecznego brata w Kazachstanie. Wyjezdzalam z domu w polowie maja. Wiosna tego roku byla chlodna i deszczowa. Spodziewalam sie, ze na miejscu bedzie jeszcze zimniej. Ale nie zgadlam. Jechalam pociagiem, zeby wiecej zobaczyc. Podroz trwala caly tydzien. W miare jak pociag zblizal sie do celu stawalo sie coraz cieplej i cieplej. Gdy Dojezdzalam do stacji Taincza co w przekladzie znaczy „jalowa krowa” bylo juz tak goraco, ze pootwierane okna nie przynosily ochlody. Suchy stepowy wiatr tworzyl powietrzne traby, ktore niosly chmury czarnego slonego pylu.

Moj brat Leon Okinski czekal na mnie na stacji. Tylko ja opuszczalam pociag, to ulatwilo nam poznanie sie, bo mysmy sie przeciez w ogole nie znali. Brat zamierzal rozpoznac mnie po fotografii, ale nie bylo to potrzebne. Zblizala sie wietrzna i ciemna noc. Ta noc wydawala sie bardzo ponura, choc na niebie migotaly gwiazdy. Do domu jechalismy bardzo dlugo. W czasie podrozy widzialam na polach pracujacych ludzi – Polakow i Niemcow. Obywal sie siew zboz jarych. Swiatla samochodow i ciagnikow rozjasnialy ciemnosci. Ludzie pracowali na zmiane dzien i noc. Potrzebny byl pospiech, bo wiosna, jak w Polsce byla spozniona.

Droga bez osiedli ludzkich wydawala sie pusta i monotonna. Pozna noca dotarlismy do wsi Jasna Polana w ktorej po dzis dzien mieszka moj brat. Jest to ta ziemia w ktorej zyja ostatni Polacy ze wsi Greczany. Jest to polnocny Kazachstan, rejon Taincza, Kokczetawska Oblasc. Kiedy tam przebywalam nie bylo tak zle zwlaszcza, ze Leon byl dyrektorem duzego sowchozu. Innym ludziom rowniez sie powodzilo. Wszyscy mieszkali w nowych schludnych domkach jednorodzinnych budowanych za Brezniewa. Moznaby pomyslec, ze Brezniew nie byl zlym czlowiekiem. Czy ja tak myslalam?

Ziemia w Kazachstanie jest rownie zyzna i czarna jak na Podolu, ale letnie upaly i susza, a w zimie mrozy siegajace –40 C nie sprzyjaja rolnictwu i nie rozpieszczaja mieszkancow rowniny. Bez przerwy wieje wiatr, a pyl wciska sie w najmniejsze szczeliny. We wsi sa jeszcze ziemianki w ktorych mieszkali zeslancy z 1936 roku. Ci ktorzy przezyli chetnie opowiadali o poczatkach zycia na tym pustkowiu. Poniewaz przemierzyli ogromna odleglosc, dlatego dotarli na miejsce dopiero pozna jesienia. Moze to nawet nie bylo zamierzone.

Zeslancow spotkala bezkresna pustynia, wielki step pelen kurzu, mrozu i znowu smierci. Wszedzie podaza za ludzmi nieublagana smierc. Szukali chociaz malego drzewka, znaku zycia ale nie ujrzeli. Dopadala wiec ich smierc bezwzgledna i zabierala najpierw dzieci i starszych, a pozniej nie pogardzila nikim. Ci ktorzy przezyli kopali pazurami czarna ziemie i budowali glebokie jamy w ktorych byli troche oslonieci od wiatru. Czekali na cud, ktory nie nadchodzil. Wody rowniez brakowalo, ale ludzie wciaz sie bronili. W odleglosci kilkunastu kilometrow od ziemianek mlodzi chlopcy znalezli blekitne jezioro. Nieprzytomni z radosci biegli do obozu po naczynia. Kazdy kto mial jeszcze sile pobiegl do jeziora napic sie wody, jak mowili przed smiercia i wtedy nastapilo najgorsze. Jezioro oszukalo ich, bo woda w nim blekitna i bardzo czysta byla... slona. Najpierw ludzie zawiezli ich na pustynie a teraz Bog o nich zapomnial, a smierc byla nienasycona.

Co silniejsi i zdrowsi szukali ludzkich osiedli i w koncu udalo sie. Ktos szczesliwy znalazl osade Kazachow; nawiazal sie kontakt. Ludzie bardzo biedni pomagali biedniejszym od siebie. Powstal handel wymienny. Pozniej okazalo sie, ze oprocz Polakow byli tam rowniez Niemcy, ktorych wyrzucono z pociagu w innym miejscu. Zeslancy zjednoczyli sie i powstalo osiedle Jasna Polana. Mezczyzni kopali ziemianki, a kobiety gotowaly slona wode- produkowaly sol, za ktora dostawali pitna wode i suchary. Taki byl poczatek oswajania „cylinnych” ziem – odlogow.

W roku 1940 dolaczyli do nich Polacy z zachodniej Ukrainy i Bialorusi. Zeslancy z tej wywozki nie mieli juz tak zle, bo przybyli na gotowe. Pozniej dolaczyli do nich Tatarzy i Czeczency. Ci pierwsi z trudem, ale jakos przyzwyczaili sie do tamtejszego klimatu i warunkow zyciowych. Czeczency – dumny i hardy narod nie potrafili zyc na zeslaniu. Zreszta oni traktowani byli przez wladze jak zdrajcy i kolaboranci. Podobno sluzyli w niemieckiej zandarmerii, jednak zginelo ich rownie duzo jak Polakow.

Obok chrzescijanskiego cmentarza widzialam zbiorowe mogily Czeczencow. Przypuszczam, ze ich rowniez masowo rozstrzeliwano, ale o tym wstydliwie sie przemilcza. Nawet moj brat niechetnie wracal do tych wspomnien.
W czasie mojej gosciny zycie plynelo tam normalnie jak wszedzie w ZSRR, moze nawet lepiej. Jasna Polana szczycila sie tym, ze mieszkancy w czynie spolecznym wybudowali kotlownie do centralnego ogrzewania. Zima kazdy po kolei tam pracowal, by w mieszkaniach bylo cieplo pomimo mrozow. Wies miala rowniez swoja piekarnie, fryzjera i szkole. Przyznam sie, ze nawet mi sie u nich podobalo. Jedynie wszechobecne pustkowie i ogromne odleglosci miedzy osiedlami byly uciazliwe.

Opuszczalam ta ziemie z pewna radoscia. Wiedzialam, ze nigdy tam nie wroce, tak samo zreszta jak do Ploskirowa. Tesknota za ojczyzna przestawala byc bolesna. A jednak mimo wszystko nieproszone lzy naplywaly do oczu. Nie plakalam z powodu utraconego kraju, przegranego dziecinstwa i mlodosci, plakalam nad losem Polakow, ktorzy gineli albo wyrzekali sie samych siebie. Plakalam z powodu obojetnosci swiata, ktory nie chcial widziec cierpienia calych narodow. Przez lzy widzialam brzozowe lasy, mokradla zostawaly w tyle.

Mijalismy Brzesc, za chwile bede w Polsce. Cieply zachodni wiatr muskal moje gorace skronie i zaplakane oczy. Ja wrocilam, ale oni musza tam zostac. Dla nich wszystko jest zamkniete.

 

Ця електронна адреса захищена від спам-ботів. вам потрібно увімкнути JavaScript, щоб побачити її.